Nawigacja
Zadaj pytanie
|
Aktualności
7 czerwca 2009
Cieszysz się, że tak mało płacisz za używanie telefonu komórkowego w czasie wojaży po Europie? I że dostajesz spore odszkodowanie za to, że twój samolot się spóźnił? Podziękuj Parlamentowi Europejskiemu.
Europosłowie mogą się czuć sfrustrowani. Ich praca i cały europarlament zazwyczaj nie kojarzą się z ułatwieniami w życiu. Raczej na odwrót: dla przeciętnego Europejczyka pierwsze skojarzenie wiąże się z mityczną unijną biurokracją, która tylko mnoży niepotrzebne przepisy i raczej utrudnia życie, niż je ułatwia.
Tymczasem nie zawsze i nie wszędzie. Kilka razy Parlament Europejski zaangażował się w reformy, na których my, Europejczycy, skorzystaliśmy bezpośrednio.
Sprawa roamingu jest tego najlepszym przykładem. Przez długie lata użytkownicy telefonów komórkowych, czyli my wszyscy, płaciliśmy absurdalnie wysokie stawki za korzystanie z komórki. Jeszcze dwa lata temu użytkownik telefonu jednego z popularnych operatorów za minutę rozmowy z Litwy do Polski płacił... 10,36 zł.
Komisja i Parlament Europejski przez lata przekonywały koncerny telekomunikacyjne, żeby z własnej woli obniżyły ceny połączeń. Bezskutecznie. Nie mogąc się doprosić obniżki, Bruksela interweniowała.
Na podstawie propozycji Komisji w maju 2007 r. Parlament Europejski przegłosował unijne rozporządzenie wprowadzające maksymalne stawki opłat za roaming, jakie wolno operatorom stosować. Ta maksymalna stawka została ustalona na 46 eurocentów za minutę połączenia wykonanego i 22 eurocenty za minutę połączenia odebranego. A od 1 lipca br. wejdą w życie nowe, jeszcze niższe stawki: 43 i 19 eurocentów. Od 1 lipca 2010 r. stawka zostanie kolejny raz obniżona - do 39 i15 eurocentów.
Dodatkowo, eurodeputowani narzucili koncernom obowiązek informowania o taryfie przy przekraczaniu granicy.
W kwietniu br., idąc za ciosem, Parlament Europejski wprowadził maksymalne stawki dla opłat za SMS-y i transmisję danych za pomocą komórki. Bo także taki sposób korzystania z internetu za granicą okazał absurdalnie drogi, niewspółmierny do faktycznych kosztów.
Obniżenie opłat za roaming nie było jedynym przykładem prokonsumenckich decyzji Parlamentu Europejskiego. Znacznie wcześniej niż telefonami Parlament zajął się sprawą podróży.
15 grudnia 2005 r. i 9 lipca 2008 r. eurodeputowani przegłosowali dwa rozporządzenia w sprawie usług i biletów lotniczych. Od jesieni 2008 r., reklamując i sprzedając bilety przez internet, przewoźnicy muszą od samego początku podawać pełną cenę biletu. Do tej pory często dopiero na końcu informowali, że do ceny dorzucona jest jeszcze np. opłata manipulacyjna, opłata lotniskowa i opłata za korzystanie z kary kredytowej.
Dodatkowo nowe rozporządzenie wprowadza obowiązek, by przewoźnik zapewnił pomoc przy odprawie i wsiadaniu do samolotu osobom niepełnosprawnym - bez jakichkolwiek dopłat. Wcześniej zdarzało się, że tzw. tani przewoźnicy - np. Ryanair - żądali dopłaty za wypożyczenie wózka inwalidzkiego.
Z kolei 25 września 2007 r. Parlament Europejski przyjął tzw. trzeci pakiet kolejowy - kilka dyrektyw i rozporządzeń liberalizujących rynek kolejowy w Europie. Zgodnie z nowymi przepisami przewoźnicy kolejowi - tak jak obecnie linie lotnicze - będą musieli płacić za opóźnienie pociągu. Za każde spóźnienie większe niż 60 minut pasażerom będzie przysługiwała rekompensata w wysokości 25 proc. ceny biletu, a w przypadku spóźnienia ponaddwugodzinnego - 50 proc. Wbrew woli rządów UE eurodeputowani zadecydowali, że taka rekompensata będzie obowiązywać zarówno w przypadku przejazdów krajowych, jak i międzynarodowych.
Ktoś złośliwy mógłby powiedzieć, że eurodeputowani zajęli się tymi wszystkimi sprawami - komórkami, samolotami i pociągami - dlatego, że oni sami na ułatwieniach skorzystają jako osoby dużo podróżujące i dzwoniące. Ale nawet jeśli tak było, to przy okazji skorzystało kilkaset milionów Europejczyków. Źródło: http://wyborcza.pl/1,97619,6649290,Co_mi_dal_europarlament.html
Pozostałe wiadomości »
« Powrót
|